To wypełnia część mojego życia, czyli robótki różne, kuchnia i ogródek.
Archiwum
Zakładki:
A. Moje blogi
A. Zbiory moich prac ze splocik blox
A0. PROSZĘ NIE LINKOWAĆ W KOMENTARZACH STRON FIRMOWYCH
A1. Prace i zdjęcia prezentowane w tym blogu wykonałam sama. Co wykonałam w oparciu o dostępne źródła, wyraźnie wyjaśniam. Nie zezwalam na kopiowanie i rozpowszechnianie zawartości blogu.
A1a. Gdy skorzystasz z moich opisów, schematów i instrukcji wykonania czegoś, to bądź na tyle uczciwa/wy, by podać mój blog, jako źródło inspiracji i pomocy do wykonania Twojej robótki.
A1b. Zachomikować - to znaczy zapisać coś wyłącznie na własny użytek, a nie w celu rozpowszechniania czyli umożliwianie pobierania zachomikowanych plików - na to ja nie wyrażam zgody.
B. SPIS TREŚCI
C. Księga Gości
D. Wyróżnienia
E. DLA niewidomych
F. MOŻNA pomóc
G. BLOGI ROBÓTKOWE
G1. Blogi - blox
G2. Blogi - blogspot
G3. Blogi - inne
G4. Blogi - zagraniczne
H. Grupowe blogi robótkowe
I. Strony robótkowe
J. Odwiedzam także...
K. Strony kuchnią pachnące
L. Strony o ogrodach
M. Forum
N. Moja skrzynka


MOJE GALERIE

Haft, szydełko...


Dzianina, frywolitka...


WYBRANE POSTY

Swobodne haftowanie
- zapraszam


Częstuję - rozdaję
Zapraszam


Zabawa - zapraszam


10 lat Bloxa - życzenia


Kurka, kokoszka wielkanocna


Kogucik na Wielkanoc


Kurka, ażurowa kokoszka


Niebieskie motylki


Szydełkowe serduszko


Serduszka małe i większe


Wiatraczkowa serwetka


Kamizelka ażurowa z kwiatem


Etui na igły


Haftowany zajączek


Choineczki warstwowe


Gwiazda origami


Kartki i origami


Kartka z przesłoną


Placek z owocami i kruszonką


Moje wersje "Filadelfii"


Kozaczek z papierowej wikliny


ZAMIAST WYRÓŻNIENIA
zostaw bezcenny komentarz




POMAGAJMY







ZABAWY BLOGOWE



















INNE




Liczniki na stonę




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
wtorek, 11 października 2005

Bardzo rzadko lub wcale nie zastanawiamy się nad źródłem pochodzenia rzeczy dla nas "oczywistych". Lubimy kawę bądź herbatę, więc je pijemy (o każdej porze dnia, a czasem nocy), delektujemy się nimi. Bywa, że słodzimy cukrem, słodzikiem, dodajemy śmietankę lub mleczko...
Skoro wpadł mi w ręce "Lamus ciekawostek" (w dniu walki z bólem głowy), postanowiłam przypomnieć sobie co w tej niewielkiej książeczce można wyczytać.
Napotkałam takie oto ciekawostki dotyczące kawy, herbaty i cukru:

"Tradycje kawowe w Polsce nie są stare. Sprowadzo­no do nas kawę w XVII wieku. Nazywano ją wtedy KOFFE lub KAFFA i zrazu odnoszono się do tego na­poju nieufnie. W kalendarzu lekarza Tomasza Ornińskiego z owych czasów, kawę nazywano "bobem arab­skim". Nawiasem mówiąc, tenże Tomasz Orniński wspo­mina o liściach zwanych THEAE (tj. o herbacie) jako "artykule medycynalnym". Już wkrótce po przywiezieniu do nas kawy, jeszcze za panowania Sasów, otwarto w Warszawie pierwszy KAFEHAUS — kawiarnię na Placu Żelaznej Bramy nieopodal Pałacu Saskiego. Zrazu bywał tam tylko dwór królewski."

"Torebki do zaparzania herbaty w szklankach zasto­sowano już na początku naszego stulecia w Nowym Jorku. Pewien kupiec rozsyłał w małych torebeczkach próbki herbaty, które użyto właśnie w ten sposób."  Stulecie, o którym mowa - to  XX wiek.

"Cukier nie był znany w Polsce (podobnie zresztą, jak w większości krajów Europy) do końca XV w. Póź­niej przez długie lata zaliczano go do kosztownych leków. Świadectwem, jak rzadko cukier gościł na sto­łach Polaków, może być fakt, że jeszcze w roku 1784 podczas przejazdu króla Stanisława Augusta przez Kobryń, tamtejszy kahał żydowski ofiarował monarsze głowę cukru."

niedziela, 09 października 2005

Wczoraj rano mój najmilejszy był jakiś nie do życia – męczył go nieznośny ból głowy (objawy jak przy migrenie). Zaaplikował więc sobie prochy i wrócił do łóżka. Próba zaśnięcia powiodła się, ale reszta domowników od tej chwili poruszała się bezszelestnie. Piesia jedynie chodziła sprawdzać, czy jej ukochany pan żyw jeszcze.
Spał tak przez kilka godzin, a ja mogłam trochę powyszywać. Później nieco poczytałam, bo tivi musiało milczeć albo „mówić” szeptem. Sięgając po książkę ręka omyłkowo chwyciła inną, leżącą obok. Książka obsunęła się i … otworzyła się na stronie z notką o migrenie (znak jakiś???) 
Książka ta, to: „Lamus ciekawostek”; Mariana Kozłowskiego – wyd. KAW, 1976r.

A tak napisano w niej o migrenie (niespełna 30 lat temu):

Migrena to wbrew masowym a nieścisłym, opiniom wcale nie przesadna nazwa, nadawana zwykłemu bólowi głowy. Jest to konkretna, niezwykle przykra cho­roba, do której objawów należą również napadowe bóle głowy. Z nieznanych przyczyn choroba ta występuje częściej u kobiet, niż u mężczyzn. Mogą się zdarzyć przypadki nazywania migreną innych stanów związa­nych z bólami głowy, ale dzieje się to raczej na po­dobnej zasadzie, jak nazywanie zwykłego przeziębie­nia grypą. Co nie wyklucza wcale istnienia rzeczywi­stych przypadków grypy, podobnie jak i migreny. Tętniący ból głowy, charakterystyczny dla migreny, koncentrujący się zazwyczaj po jednej stronie, trwać może od kilku do kilkunastu godzin, a czasem dokucza dotkliwie nawet i przez parę dni. Przypisuje się te bóle samozatruciu lub odczynowi alergicznemu. Stwierdzo­no, że zmęczenie, napięcie, wzruszenie, brak snu po­budzają ataki migreny. Najnowsze hipotezy sugerują, że migrenę powoduje dziedziczne zakłócenie równowagi chemicznej w orga­nizmie, wywołujące określone zmiany biochemiczne w sytuacjach stresowych. Któraś z tych zmian może wy­woływać stwierdzane przy migrenie bolesne rozszerza­nie się tętnic, zwłaszcza tętnicy skroniowej, inna zmia­na stanowić może nawet przyczynę stanu zapalnego tętnic.”

Do dziś jednak pozostaje pytanie: jak sobie radzić z tego rodzaju bólami i gdzie szukać sposobów na jego uśmierzenie?

 

czwartek, 06 października 2005

 - „Zebra z klasą”

 Ale się ubawiłam! Dawno się tak nie uśmiałam! Chyba wtedy, gdy… - nie, to było naprawdę dawno.
Znajomi poprosili, aby w naszej wypożyczalni (jest lepiej wyposażona) pożyczyć film – dla ich dzieci. Nie omieszkaliśmy obejrzeć, przed przekazaniem go do rąk właściwych. My – „stare konie” oglądaliśmy film dla dzieci i zanosiliśmy się śmiechem. Niesamowicie zabawne dialogi, a morał jak najbardziej poważny.
Lubię takie filmy dla rozładowania napięć całodziennych. No i chyba gdzieś w głębi drzemią w nas dzieci.
Czas dzieciństwa – jak fajnie było być dzieckiem. Nie to, co teraz – zajęcia językowe, taneczne, gimnastyczne, muzyczne i wiele, wiele innych. Kiedy te dzieci będą dziećmi?! Toż to małe, prawie, dorosłe osóbki są – aż żal.

środa, 05 października 2005

Nie na darmo mówi się, że "robota lubi głupiego", bo jak człowiek ma trochę więcej wolnego czasu, to ciągle szuka czegoś do zrobienia, a potem narzeka – „brakuje mi czasu!”. Jestem właśnie w takiej sytuacji. Ciągle coś dłubię (znaczy robótki), ciągle coś grzebię (jak to ogrodniczka) i ciągle wyszukuję i wymyślam jakieś smaczności (opłaca się).
Miałam do skończenia jedną małą serwetkę, a zatrzymałam się na trzeciej.



Mnie się podobają – prawda, że małe jest piękne?
Niebawem zabiorę się za aniołki pokazane tutaj przez pikselkę i inne - znalezione w czasopismach. Myślę, że wykonanie ich również sprawi mi wiele radości, a i korzyści pewnie będą, bo coś nowego na choince zawiśnie. Póki co mam jeszcze pewne  prace do zrobienia (o nich przy okazji).
Przygotowuję także mały poradnik dla tych, którzy chcą nauczyć się robić na drutach (początkujących dziewiarzy). Niebawem zamieszczę pierwsze wskazówki.

poniedziałek, 03 października 2005

„Dużo ludzi nie wie, co robić z czasem. Czas nie ma z ludźmi tego kłopotu.”
Magdalena Samozwaniec

„Im więcej mamy czasu na wykonanie jakiejś pracy, tym więcej czasu ona nam zabiera.”
Northcote Parkinson

„Nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu.”
Benjamin Franklin

 

niedziela, 02 października 2005

Miły Gościu...
bardzo cieszę się z Twoich odwiedzin.
Bądź jeszcze milszy i opuszczając „moje progi” zostaw choć pozdrowienie, a nie tylko ślad w statystykach.

Pozdrawiam gorąco wszystkich moich Gości.

 

piątek, 30 września 2005

Często, gdy robię naleśniki jednego dnia, zostawiam 5-6 placków na następny dzień i wówczas przyrządzam taki torcik. Czasami składniki farszu ulegają zmianie, bo akurat nie mam któregoś, albo mam coś, co mogę dorzucić. Przez to torciki nigdy nie są takie same, ale zawsze smaczne.


Torcik naleśnikowy


Potrzebne są:

- naleśniki
- farsz

Farsz:
2 łyżki oleju

1 cebula

6 dużych pieczarek

2 marchewki

1 pietruszka

1 łodyga selera naciowego

½ papryki – kolor dowolny

1 pomidor

1 mała puszka kukurydzy.

 ½ pęta kiełbasy (np. jałowcowej) – może być – nie musi

35-40 dag sera żółtego

sól

pieprz

sos chili


Farsz

Pieczarki obieramy i kroimy w plasterki, cebulę, paprykę i kiełbasę kroimy w kosteczkę, marchew i pietruszkę obieramy i kroimy w półtalarki, seler kroimy w cienkie plasterki, pomidora obieramy ze skórki, usuwamy nasiona i kroimy w kostkę. Ser należy zetrzeć na grubej tarce, kukurydzę odcedzić.

Pieczarki wrzucamy na rozgrzany olej i podsmażamy, aż puszczą sok. Następnie dodajemy cebulę i chwilę dusimy, aby cebula zeszkliła się. Teraz dodajemy kiełbasę, paprykę, marchewkę, pietruszkę i seler, dusimy ok. 5 minut. Na koniec dodajemy pomidora oraz kukurydzę i  przyprawiamy do smaku (powinno być ostre – więcej chili). Dusimy jeszcze przez ok. 5 min., po czym odstawiamy do lekkiego schłodzenia.


Naczynie żaroodporne natłuszczamy olejem i układamy warstwy, kolejno: naleśnik, cienka warstwa sera, farsz, grubsza warstwa sera. Ostatnią warstwą powinien być naleśnik posypany warstwą sera. Przygotowany torcik wkładamy do piekarnika i pieczemy w temp. 200oC przez ok. 20 min. Podajemy gorący, polany keczupem. Można posypać natką pietruszki.


Smacznego !!!

 

Podczas kolejnego oglądania czasopism robótkowych (lubię to często robić), natknęłam się na takie fikuśne ozdoby szydełkowe, nakładane na gotowane jajka.

 


Czyż nie zachęcają do sięgnięcia po to, co kryją?

Pomysł powinni wykorzystać rodzice (bywają też panowie zajmujący się robótkami), którzy mają problem z dziećmi – niejadkami. Może takie właśnie lub inne ozdoby sprowokują milusińskich do jedzenia śniadanek, obiadków i kolacyjek.

środa, 28 września 2005

Wczoraj, sąsiadka z działki obdarowała mnie wiaderkiem śliwek węgierek (ok. 10 kg).

I co ja mam z tym zrobić?  

Kompoty u mnie nie idą, można by kandyzować i mieć do placka, ale chyba większe wzięcie mają powidła. Bo to i na kanapkę śniadaniową i do placka na przełożenie pasuje. Postanowione więc.


Na powidła przeznaczyłam 5 kg gotowego owocu – bez pestek. Pozostała część będzie wykorzystana jeszcze dziś na placek oczywiście ze śliwkami (przepis poniżej), z części jutro zrobię smakowite pierogi – oczywiście ze śliwkami, a trochę zjemy na surowo.

 

Najpierw przepis na powidła:

 

 Powidła ze śliwek węgierek.

            Powidła przygo­towujemy z całych lub rozdrob­nionych owoców bez cukru lub z bardzo małą jego ilością. Na powidła przeznaczamy owoce dojrzałe, a więc te najsłodsze. Z owoców usu­wamy pestki przed gotowaniem. Duże od­parowanie wody powoduje, że po­widła są przetworem trwałym. Odparowywanie wody trwa dłu­go, ale powidła możemy gotować kilka dni bez szkody dla ich smaku. Powidła są gotowe, gdy zrobiony łyżką rowek utrzyma się. Gorące powidła wkłada się do wymytych i wyparzonych, suchych słoików i od razu szczelnie się je zamyka.

 

Receptura jest następująca: na 7,50 kg śliwek potrzeba 0,45kg cukru.
Z podanych ilości powinniśmy otrzymać 2,5 kg powideł.

 

            Ja dodaję cukier, gdy woda jest już sporo odparowana, bo z cukrem od początku czasem owoce potrafią się przypalić.


Placek ze śliwkami

Potrzebujemy:

4 jajka
1 szklankę cukru
2 szklanki mąki
½ szklanki mleka
½ szklanki oleju
2 łyżeczki proszku do pieczenia
połówki śliwek

 

Całe jajka rozcieramy z cukrem, dodajemy mleko i mieszamy (możemy mikserem). Podczas mieszania wsypujemy (po łyżce) mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia. W międzyczasie możemy wlewać olej.
Blaszkę smarujemy olejem i obsypujemy bułką tartą. Wlewamy na nią ciasto i układamy ciasno śliwki dołkiem po pestce do góry (sok wytworzony w czasie pieczenia pozostanie w dołkach i nie namoczy ciasta).
Wkładamy ciasto do nagrzanego piekarnika i pieczemy w temp. 175-180oC przez ok. 45 min. (ciasto powinno odchodzić od brzegów blaszki).


Smacznego!!!

wtorek, 27 września 2005

„Wystarczy tylko przyzwyczaić się do pracy i już bez niej nie można żyć.”

 

Ludwik Pasteur