To wypełnia część mojego życia, czyli robótki różne, kuchnia i ogródek.
Archiwum
Zakładki:
A. Moje blogi
A. Zbiory moich prac ze splocik blox
A0. PROSZĘ NIE LINKOWAĆ W KOMENTARZACH STRON FIRMOWYCH
A1. Prace i zdjęcia prezentowane w tym blogu wykonałam sama. Co wykonałam w oparciu o dostępne źródła, wyraźnie wyjaśniam. Nie zezwalam na kopiowanie i rozpowszechnianie zawartości blogu.
A1a. Gdy skorzystasz z moich opisów, schematów i instrukcji wykonania czegoś, to bądź na tyle uczciwa/wy, by podać mój blog, jako źródło inspiracji i pomocy do wykonania Twojej robótki.
A1b. Zachomikować - to znaczy zapisać coś wyłącznie na własny użytek, a nie w celu rozpowszechniania czyli umożliwianie pobierania zachomikowanych plików - na to ja nie wyrażam zgody.
B. SPIS TREŚCI
C. Księga Gości
D. Wyróżnienia
E. DLA niewidomych
F. MOŻNA pomóc
G. BLOGI ROBÓTKOWE
G1. Blogi - blox
G2. Blogi - blogspot
G3. Blogi - inne
G4. Blogi - zagraniczne
H. Grupowe blogi robótkowe
I. Strony robótkowe
J. Odwiedzam także...
K. Strony kuchnią pachnące
L. Strony o ogrodach
M. Forum
N. Moja skrzynka


MOJE GALERIE

Haft, szydełko...


Dzianina, frywolitka...


ZAMIAST WYRÓŻNIENIA
zostaw bezcenny komentarz




MOJE ZABAWY

Urodzinowy poczęstunek
- zapraszam


Hafty i przysłowia
- zapraszam


TO BYŁO

Swobodne haftowanie
- zapraszam


Moje dziesięciolecie
Zapraszam


Zabawa - zapraszam


INNE ZABAWY BLOGOWE


do 15 każdego m-ca


do 24 każdego m-ca


do 15 każdego m-ca


do końca każdego m-ca

TO BYŁO













WYBRANE POSTY

10 lat Bloxa - życzenia


Kurka, kokoszka wielkanocna


Kogucik na Wielkanoc


Kurka, ażurowa kokoszka


Niebieskie motylki


Szydełkowe serduszko


Serduszka małe i większe


Wiatraczkowa serwetka


Kamizelka ażurowa z kwiatem


Etui na igły


Haftowany zajączek


Choineczki warstwowe


Gwiazda origami


Kartki i origami


Kartka z przesłoną


Placek z owocami i kruszonką


Moje wersje "Filadelfii"


Kozaczek z papierowej wikliny


POMAGAJMY







INNE




Liczniki na stonę


poniedziałek, 19 grudnia 2005

Pieczarki piwne
(
obiecany przysmak)

Potrzebujemy:
1/2 kg mąki
2 jajka
1/2 szklanki piwa
sól i kminek (do smaku)
olej

Wykonanie:
Kminek utłuc (jeśli cały). Z powodzeniem można zastosować kminek mielony. Pieczarki umyć, kapelusze obrać ze skórki.
Zrobić ciasto gęściejsze niż na naleśniki.
Całe pieczarki zanurzać w cieście i wrzucać na gorący olej - mają pływać.
Smażyć na złoty kolor.

Podawać z sałatą i pieczywem.
Popijać piwem (najlepiej).

 

Smacznego!!!

piątek, 16 grudnia 2005

Kto mi pomoże ...?

Szukam słów kolędy, starej kolędy, a może pastorałki. Nie pamiętam słów - no właśnie!

Gdy dzieckiem byłam, słuchałam jak Mamusia ze swoim Bratem, a moim Wujkiem, śpiewali kolędy, które nie wszyscy pamiętali.

Było tam coś o portkach, wilkach, o gołąbeczkach czy jakimś innym ptactwie w pierzu, ktoś tam uciekał przez płoty czy krzaki, ktoś tam wybił sobie zęby.
To było tak dawno, ale chciałabym mieć te słowa. Melodię pamiętam jak przez mgłę. Pewnie bym sobie ze słowami bardziej przypomniała.

Jeśli ktoś kojarzy tę wesołą kolędę, proszę napisać słowa tutaj (w komentarzach) lub wysłać na moją pocztę - w zakładkach - Tu jest kontakt e-mail - Do mnie.

Będę ogromnie wdzięczna. Chciałabym zaśpiewać ją przy Wigilii i wspomnieć nieżyjących już Rodziców, Dziadków, Teściów, Wujka (tego, który śpiewał z Mamusią), mężowego Brata i innych, którzy mają już Wigilię tam - w górze.

Tak sobie postanowiliśmy, że będziemy wspominać tych, którzy odeszli, śpiewając Ich ulubione kolędy w Święta Bożego Narodzenia - przy stole wigilijnym.

środa, 14 grudnia 2005

Wiele razy próbowałam zrobić struclę makową w cieście drożdżowym (jak robiła moja teściowa), ale nigdy nie wyszła mi tak dobrze, jak Jej. Szperałam każdego roku przed Świętami w różnych czasopismach i ciągle próbowałam. Zawsze przy tej okazji składałam sobie obietnicę, że w ciągu roku muszę wypróbować inny przepis, ale zawsze kończyło się na tej obietnicy - do następnych Świąt. Jednak te świąteczne próby coś dały. Mianowicie doświadczenie nabyte przy okazji korzystania z różnych przepisów, pozwoliło mi stworzyć nowy przepis na struclę makową. Pamiętam strucle z jabłkami i cynamonem w wykonaniu Babci -pychotka, do dziś mam ten smak w pamięci.


Strucla krucho-drożdżowa


Składniki:
50 dag mąki,
15 dag masła,
6 dag drożdży,
3 łyżki śmietany,
cukier waniliowy,
skórka otarta z cytryny,
2 czubate łyżki cukru pudru,
2 całe jaja,
3 żółtka,
1/3 łyżeczki soli.

Mąkę posiekać z masłem, drożdże rozetrzeć z cukrem i połączyć z mąką, dodać resztę składników i szybko, ale dokładnie wyrobić ciasto, które powinno być niezbyt ścisłe i lśniące.
Gotowe ciasto rozwałkować cienko na kształt prostokąta długości blaszki. Na cieście równomiernie rozłożyć wcześniej przygotowany farsz, zawinąć ciasto i włożyć do formy wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej pergaminem do wypieków. Aby uniknąć spękania ciasta, nakłuć je wykałaczką.
Struclę wstawić do lekko nagrzanego piekarnika. Gdy ciasto wy­pełni formę, zwiększyć temperaturę w piekarniku i piec około 50 min.
Struclę można polać dowolnym lukrem.

Można użyć dwóch blaszek krótszych (jak do keksów), podzielić ciasto na pół, rozwałkować dwa prostokąty i upiec dwie krótsze strucle.

Masa makowa:
40 dag maku,
5 dag masła,
4 łyżki miodu,
cukier waniliowy,
szklanka cukru pudru,
10 dag orzechów (włoskich lub laskowych),
po 3 dag posiekanej skórki pomarańczowej, migdałów i rodzynków,
2 żółtka,
białko,
olejek migdałowy,
kieliszek dobrego rumu lub koniaku (może być - nie musi).

Mak opłukać, zalać wrzątkiem, podgotować na małym ogniu przez ok. 30 min. Osaczyć, odparować i zemleć w maszynce 2-3 ra­zy.
W rondlu rozpuścić masło, dodać miód, posiekane orzechy, drobno pokrojoną skórkę pomarańczową, resztę dodatków oraz mak i - ciągle mie­szając - gotować na maleńkim ogniu około 15 min (mak musi być dobrze odparowany, aby wierzch ciasta nie odstawał).
Przestudzić masę, dodać żółtka i ubitą pianę z białka.
Na zakończenie dodać olejek migdałowy oraz rum. Jeszcze ciepłą masą posmarować rozwałkowane ciasto.

Najlepiej upiec struclę na dwa dni  przed Świętami, jak chwilkę "odpocznie", to jest smaczniejsza.
       
                                                                 Smacznego!!!

wtorek, 13 grudnia 2005

"Kochać, jak to łatwo powiedzieć.
Kochać, to nie pytać o nic."
                                      A. Tylczyński

"Kochać to znaczy zapomnieć o sobie." 
                                                       Seneka

poniedziałek, 12 grudnia 2005

Szydełkowe dzwoneczki na choinkę - tutaj tylko trzy, bo trochę mało mam tu miejsca. 

     
                       

No i jeszcze jeden aniołek.

                      

niedziela, 04 grudnia 2005

W oczekiwaniu na pomoc w sprawie gołąbków (o czym poniżej), postanowiłam, co następuje: kupiłam twarożek i galaretki - do niedzielnej, popołudniowej kawy, będzie  smakowity sernik na zimno. Już siedzi w lodówce
Robię go od kilku lat, od kiedy znalazłam przepis w jakimś czasopiśmie. Trochę go przerobiłam, bo taki jest fajniejszy. 

Sernik (na zimno) - palce lizać! 

Aby się delektować tym sernikiem, potrzebujemy:
3 kostki sera półtłustego (po 200g każda),
½ kostki masła (może być roślinne lub margaryna),
4 opakowania galaretek o kontrastowych kolorach (np. cytrynowa, pomarańczowa, wiśniowa, agrestowa),
3 łyżki cukru,
puszka ananasów w krążkach (mogą być cząstki).

Do dzieła:
Masło dzielimy na trzy porcje. W małym garnku zagotowujemy szklankę wody z 1 łyżką cukru, wsypujemy i dokładnie rozpuszczamy galaretkę agrestową. Odstawiamy do zimnej wody, aby szybciej oziębiła się.
Końcówką miksera do robienia pasty, ucieramy jedną porcję masła z rozkruszoną jedną kostką sera. Miksując, wlewamy cienkim strumieniem ostudzoną galaretkę. Wylewamy przygotowaną  masę do małej tortownicy (średnica ok. 25cm) i odstawiamy do lodówki, aby masa dobrze stężała.
W tym czasie przygotowujemy następną porcję masy z galaretką cytrynową, wylewamy ją na poprzednią, zastygniętą masę i ponownie wkładamy do lodówki.
Teraz przygotowujemy warstwę sera z galaretką wiśniową, wylewamy jak poprzednio i - do lodówki.
Gdy stygnie trzecia warstwa sernika, przygotowujemy galaretkę pomarańczową, rozpuszczoną w ilości wody zgodnie z przepisem.
Po stężeniu ostatniej warstwy sernika, układamy na niej półkrążki lub kawałki ananasa i zalewamy gęstniejącą galaretką.
Otrzymujemy w ten sposób sernik (pychota!) o kolorowych warstwach .

Fotka wykonana przy innej okazji
- tu zastosowałam dwie warstwy serowe.

sernik na zimno

Uwaga!

Warstwy można wzbogacić rodzynkami, drobno krojonymi migdałami lub suszonymi morelami. Można na spód tortownicy ułożyć biszkopciki, ale nie koniecznie.

sobota, 03 grudnia 2005

Pomocyyyy (!) - bardzo chce mi się zrobić gołąbki, ale boję się, że znów mi nie wyjdą.
Babcia zawsze robiła takie smaczne i zawsze jej wychodziły. Ja wtedy nie interesowałam się zbytnio kuchnią w sensie gotowania. Moim obowiązkiem było pomagać w jej sprzątaniu, zmywaniu naczyń itp.
Kiedy zaczęłam sama "pitrasić", nie mieszkałam już w rodzinnym domu, a potem zabrakło Babci, która mogła nauczyć mnie tej sztuczki z gołąbkami.
Robiłam już według kilku przepisów z książek i czasopism, ale potrzebuję naprawdę sprawdzonego przepisu, z dokładnym opisem wykonania - może mi w końcu (!!!) wyjdą.
Czy mam szansę zrobić takie smakowite gołąbki, jakie robiła Babcia (???), czy jeszcze kiedyś odtworzę ten smak (???). Nie wiem, ale będę dalej próbować - tęsknię za babcinymi gołąbkami, za ich smakiem.

czwartek, 01 grudnia 2005

Zaczyna robić się ciasno w moim koszyczku robótkowym od drobiazgów świątecznych.
Teraz przygotowuję takie i inne gwiazdki.

  
   

Małe gwiazdki, białe i błyszczące, będą ozdobą choinki.
Natomiast gwiazda betlejemska



zostanie zamontowana w ramce i powieszona w oknie albo gdzieś w innym miejscu - jeszcze się nie zdecydowałam.
Jutro zabieram się za wykonywanie dzwoneczków.
Dopiero, gdy wszystkie ozdoby będą gotowe, przepiorę je i ukrochmalę.

 

wtorek, 29 listopada 2005

i wszystko, co z nimi związane.
Nie da się ich ani zmierzyć, ani zważyć, są bezcenne. Nawet, gdy są przepełnione żalem. Wszystkie wspomnienia są ważne - mam wiele wspomnień miłych, ale też sporo przepełnionych goryczą. O tych smutnych staram się mniej myśleć. Wolę te przyjemne.

Przekładałam wczoraj na półkach moje serwetki; różnej maści: szydełkowe, robione na drutach, wyszywane krzyżykami, z haftem płaskim, z haftem richelieu. Sporo tego tu mam, a ile porozdawałam!? - zawsze była jakaś okazja i własnej roboty prezent pod ręką.
Tak mi się przy tym zebrało na wspominki. Co chwyciłam jakąś serwetkę, to przypominały się okoliczności związane z jej wykonaniem. Tę robiłam, gdy "gniłam" w łóżku, bo byłam przeziębiona, tę robiłam w pociągu, gdy dojeżdżałam na studia. Inną z kolei wykonałam siedząc w szpitalu przy łóżku ciężko chorej Mamy, która z tej choroby nie wyszła. Jeszcze inna kojarzy mi się ze studiami, gdy wolałam robić wszystko, byle odwlec przygotowanie się do okropnego egzaminu.
Och! Mnóstwo tych wspomnień, bo i lat trochę minęło. Narobiłam tych różności w moim życiu. Gdyby do serwetek dorzucić jeszcze wszelkie wyroby dziane (swetry, kamizelki, sukienki i inne), wyroby makramowe oraz przeróżne inne drobiazgi, to wspomnieniom nie byłoby końca. Na podstawie tych moich robótek mogłabym odtworzyć całe moje życie.

Serweta, w zasadzie obrus, który robiłam będąc chora, teraz jest używany najczęściej w okresie świąt Bożego Narodzenia. Do dziś obrus ten wszystkich zachwyca, a ja osobiście darzę go szczególnym sentymentem.
Umieściłam na nim - rozrzuciłam w określonym porządku - płatki (śnieżynki) w odcieniach zieleni. Właśnie takie:

        

Takie drobne motywy świąteczne, zdobią serwetkę na mały, okrągły stolik.

        
              

Inne moje wspomnienia.

     

poniedziałek, 28 listopada 2005

Piegowatą babkę, moja Mama zawsze piekła w prodiżu, potem w tortownicy.
Ja tę babkę piekę, jak mi przepis „wpadnie” w oczy (czyli nie za często) i zawsze mam problem, czy potrzebuję małą, czy dużą tortownicę. Zawsze przy okazji pieczenia mówię sobie: „zapisz kobieto, jaka ma być wielkość tortownicy” i oczywiście natychmiast zapomnę (to chyba skleroza?).
Nie ma tego złego …, bo jak upiekę w większej tortownicy i ciasto jest niskie, przecinam je na dwa krążki przekładam powidłami.
Ooo nie! Teraz nie dam się sklerozie i przy najbliższym pieczeniu obowiązkowo zapiszę tłustymi literami i koniecznie na czerwono.


Tymczasem, co potrzebujemy mieć, aby upiec taką pieguskę:

½ kostki margaryny lub masła
1 szklanka cukru
5 jajek
1 szklanka suchego maku
1 szklanka mąki
1 mały proszek do pieczenia
1 mały olejek migdałowy

Margarynę utrzeć z cukrem i żółtkami do białości, dodać olejek oraz mąkę wymieszaną z makiem i proszkiem do pieczenia. Białka ubić i dodać na końcu. Delikatnie wymieszać.
Wylać ciasto do przygotowanej (posmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą) tortownicy.
Piec ok. 55 min. w temp. 175-180oC.