To wypełnia część mojego życia, czyli robótki różne, kuchnia i ogródek.
Archiwum
Zakładki:
A. Moje blogi
A. Zbiory moich prac ze splocik blox
A0. PROSZĘ NIE LINKOWAĆ W KOMENTARZACH STRON FIRMOWYCH
A1. Prace i zdjęcia prezentowane w tym blogu wykonałam sama. Co wykonałam w oparciu o dostępne źródła, wyraźnie wyjaśniam. Nie zezwalam na kopiowanie i rozpowszechnianie zawartości blogu.
A1a. Gdy skorzystasz z moich opisów, schematów i instrukcji wykonania czegoś, to bądź na tyle uczciwa/wy, by podać mój blog, jako źródło inspiracji i pomocy do wykonania Twojej robótki.
A1b. Zachomikować - to znaczy zapisać coś wyłącznie na własny użytek, a nie w celu rozpowszechniania czyli umożliwianie pobierania zachomikowanych plików - na to ja nie wyrażam zgody.
B. SPIS TREŚCI
C. Księga Gości
D. Wyróżnienia
E. DLA niewidomych
F. MOŻNA pomóc
G. BLOGI ROBÓTKOWE
G1. Blogi - blox
G2. Blogi - blogspot
G3. Blogi - inne
G4. Blogi - zagraniczne
H. Grupowe blogi robótkowe
I. Strony robótkowe
J. Odwiedzam także...
K. Strony kuchnią pachnące
L. Strony o ogrodach
M. Forum
N. Moja skrzynka


MOJE GALERIE

Haft, szydełko...


Dzianina, frywolitka...


WYBRANE POSTY

Swobodne haftowanie
- zapraszam


Częstuję - rozdaję
Zapraszam


Zabawa - zapraszam


10 lat Bloxa - życzenia


Kurka, kokoszka wielkanocna


Kogucik na Wielkanoc


Kurka, ażurowa kokoszka


Niebieskie motylki


Szydełkowe serduszko


Serduszka małe i większe


Wiatraczkowa serwetka


Kamizelka ażurowa z kwiatem


Etui na igły


Haftowany zajączek


Choineczki warstwowe


Gwiazda origami


Kartki i origami


Kartka z przesłoną


Placek z owocami i kruszonką


Moje wersje "Filadelfii"


Kozaczek z papierowej wikliny


ZAMIAST WYRÓŻNIENIA
zostaw bezcenny komentarz




POMAGAJMY







ZABAWY BLOGOWE



















INNE




Liczniki na stonę


piątek, 30 września 2005

Często, gdy robię naleśniki jednego dnia, zostawiam 5-6 placków na następny dzień i wówczas przyrządzam taki torcik. Czasami składniki farszu ulegają zmianie, bo akurat nie mam któregoś, albo mam coś, co mogę dorzucić. Przez to torciki nigdy nie są takie same, ale zawsze smaczne.


Torcik naleśnikowy


Potrzebne są:

- naleśniki
- farsz

Farsz:
2 łyżki oleju

1 cebula

6 dużych pieczarek

2 marchewki

1 pietruszka

1 łodyga selera naciowego

½ papryki – kolor dowolny

1 pomidor

1 mała puszka kukurydzy.

 ½ pęta kiełbasy (np. jałowcowej) – może być – nie musi

35-40 dag sera żółtego

sól

pieprz

sos chili


Farsz

Pieczarki obieramy i kroimy w plasterki, cebulę, paprykę i kiełbasę kroimy w kosteczkę, marchew i pietruszkę obieramy i kroimy w półtalarki, seler kroimy w cienkie plasterki, pomidora obieramy ze skórki, usuwamy nasiona i kroimy w kostkę. Ser należy zetrzeć na grubej tarce, kukurydzę odcedzić.

Pieczarki wrzucamy na rozgrzany olej i podsmażamy, aż puszczą sok. Następnie dodajemy cebulę i chwilę dusimy, aby cebula zeszkliła się. Teraz dodajemy kiełbasę, paprykę, marchewkę, pietruszkę i seler, dusimy ok. 5 minut. Na koniec dodajemy pomidora oraz kukurydzę i  przyprawiamy do smaku (powinno być ostre – więcej chili). Dusimy jeszcze przez ok. 5 min., po czym odstawiamy do lekkiego schłodzenia.


Naczynie żaroodporne natłuszczamy olejem i układamy warstwy, kolejno: naleśnik, cienka warstwa sera, farsz, grubsza warstwa sera. Ostatnią warstwą powinien być naleśnik posypany warstwą sera. Przygotowany torcik wkładamy do piekarnika i pieczemy w temp. 200oC przez ok. 20 min. Podajemy gorący, polany keczupem. Można posypać natką pietruszki.


Smacznego !!!

 

Podczas kolejnego oglądania czasopism robótkowych (lubię to często robić), natknęłam się na takie fikuśne ozdoby szydełkowe, nakładane na gotowane jajka.

 


Czyż nie zachęcają do sięgnięcia po to, co kryją?

Pomysł powinni wykorzystać rodzice (bywają też panowie zajmujący się robótkami), którzy mają problem z dziećmi – niejadkami. Może takie właśnie lub inne ozdoby sprowokują milusińskich do jedzenia śniadanek, obiadków i kolacyjek.

środa, 28 września 2005

Wczoraj, sąsiadka z działki obdarowała mnie wiaderkiem śliwek węgierek (ok. 10 kg).

I co ja mam z tym zrobić?  

Kompoty u mnie nie idą, można by kandyzować i mieć do placka, ale chyba większe wzięcie mają powidła. Bo to i na kanapkę śniadaniową i do placka na przełożenie pasuje. Postanowione więc.


Na powidła przeznaczyłam 5 kg gotowego owocu – bez pestek. Pozostała część będzie wykorzystana jeszcze dziś na placek oczywiście ze śliwkami (przepis poniżej), z części jutro zrobię smakowite pierogi – oczywiście ze śliwkami, a trochę zjemy na surowo.

 

Najpierw przepis na powidła:

 

 Powidła ze śliwek węgierek.

            Powidła przygo­towujemy z całych lub rozdrob­nionych owoców bez cukru lub z bardzo małą jego ilością. Na powidła przeznaczamy owoce dojrzałe, a więc te najsłodsze. Z owoców usu­wamy pestki przed gotowaniem. Duże od­parowanie wody powoduje, że po­widła są przetworem trwałym. Odparowywanie wody trwa dłu­go, ale powidła możemy gotować kilka dni bez szkody dla ich smaku. Powidła są gotowe, gdy zrobiony łyżką rowek utrzyma się. Gorące powidła wkłada się do wymytych i wyparzonych, suchych słoików i od razu szczelnie się je zamyka.

 

Receptura jest następująca: na 7,50 kg śliwek potrzeba 0,45kg cukru.
Z podanych ilości powinniśmy otrzymać 2,5 kg powideł.

 

            Ja dodaję cukier, gdy woda jest już sporo odparowana, bo z cukrem od początku czasem owoce potrafią się przypalić.


Placek ze śliwkami

Potrzebujemy:

4 jajka
1 szklankę cukru
2 szklanki mąki
½ szklanki mleka
½ szklanki oleju
2 łyżeczki proszku do pieczenia
połówki śliwek

 

Całe jajka rozcieramy z cukrem, dodajemy mleko i mieszamy (możemy mikserem). Podczas mieszania wsypujemy (po łyżce) mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia. W międzyczasie możemy wlewać olej.
Blaszkę smarujemy olejem i obsypujemy bułką tartą. Wlewamy na nią ciasto i układamy ciasno śliwki dołkiem po pestce do góry (sok wytworzony w czasie pieczenia pozostanie w dołkach i nie namoczy ciasta).
Wkładamy ciasto do nagrzanego piekarnika i pieczemy w temp. 175-180oC przez ok. 45 min. (ciasto powinno odchodzić od brzegów blaszki).


Smacznego!!!

wtorek, 27 września 2005

„Wystarczy tylko przyzwyczaić się do pracy i już bez niej nie można żyć.”

 

Ludwik Pasteur

 

Mam na działce dwa krzewy aronii i jak co roku zrobiłam dżem aroniowo-jabłkowy.

 

 

 Dżem z aronii i jabłek


1,5 kg aronii
0,75 kg jabłek (najlepiej półsłodkich)
1- 1,3 kg cukru (zależnie od słodkości jabłek)

Przygotowane owoce aronii zmiksować i dodać jabłka starte na tarce z największymi otworami. Zagotować, odparować i ostudzić – te czynności powtarzać kilka razy, aż masa nieco zgęstnieje. Następnie dodać cukier  i znów powtarzać poprzednie czynności. Gorący dżem wkładać do słoików. 
Nie dodaję tu żadnych substancji żelujących – dżem jest wyśmienity (jest mało słodki). Stosuję go do kanapek na śniadanie oraz do pieczenia piernika, o którym poniżej.

Piernik bez miodu, ale z dżemem


Potrzebne są:

3 jaja, pól słoiczka dżemu z aronii, szklanka cukru, szklanka mleka, 2 szklanki mąki, pół szklanki oleju, mały cukier waniliowy, po łyżeczce cyna­monu, sody, kakao.

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać (można mikserem). Można też dodać do ciasta przekrojone na pół suszone morele i delikatnie wymieszać. Wysmarować blaszkę, posypać tartą bułką, wlać ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 40 min. w temp. ok. 175oC. 
Gotowy wypiek można polać polewą czekoladową, posypać wiórkami kokosowymi lub orzechami albo polukrować. Można też przekroić na pół, posmarować bitą śmietaną z orze­chami.

 

Smacznego!!!

poniedziałek, 26 września 2005

nie mielibyśmy winobrania i nie moglibyśmy zrobić smakowitego winka.

W sobotę rano poucinałam winogrona (jak na zdjęciu zamieszczonym wcześniej), po południu były inne plany (goście). W niedzielę też nie wybraliśmy się na działkę i spacerowaliśmy w innych rejonach.

Dziś po obiedzie, korzystając z dobrej pogody, udaliśmy się do naszego ogródka kontynuować jesienne prace porządkowe. Zastaliśmy jeden wielki bałagan, częściowo zniszczone ogrodzenie i porozrzucane kulki winogronowe. Okazało się, że w naszej okolicy kilku sąsiadów pozbawiono tych wspaniałych owoców, a u nas pozrywano resztki celowo pozostawione do skubania podczas przerw w pracach ogrodniczych.  Od sąsiadów dowiedzieliśmy się, że akcja „szaber” odbyła się z soboty na niedzielę.

Wiadomo, wkurzyliśmy się, ale za chwilkę mówiliśmy do siebie prawie równocześnie: „jak dobrze, że zerwaliśmy w sobotę rano”.  

Przykro tylko, że takim nic nie chce się robić, a drugiemu ukradną, zniszczą, podpalą, itp. Przyszedłby jeden z drugim – poczęstowałabym, ale nie lepiej przyjść i wziąć jak nikt nie widzi – może takie smaczniejsze?

sobota, 24 września 2005

Papierosy paliłam od szkoły podstawowej (ostatnie lata) – w rodzinie nikt nie palił, chyba tylko dziadek w czasie wojny – potem już nie. Paliłam dużo i namiętnie.

Próbowałam rzucać trzy razy.

Pierwszy raz, gdy rozpoczęłam pierwszą pracę (przed studiami). Otoczona byłam osobami niepalącymi, imponowali mi. Ja musiałam wychodzić na papieroska, czasem się nie chciało iść samotnie, ale nałóg był silniejszy. Postanowiłam spróbować nie palić. W ruch poszły cukierki, ciasteczka i inne specjały. Trochę przytyłam, ale wytrzymałam 2 miesiące. Później pojawiło się towarzystwo w większości palące i tak powoli wróciłam do tego, czego chciałam się pozbyć.

Drugi raz rzucałam w letniej sesji egzaminacyjnej podczas studiów. Była to (tak myślałam) poważna decyzja. Sesja – gorący okres – jeśli w tym czasie odniosę sukces, to na pewno nie będę palić. Podobnie jak za pierwszym razem – wyrzuciłam papierosy, do codziennego menu weszły słodycze i znów parę kilo więcej mojej osoby. To nie był jednak problem. Tym razem zaczęłam więcej ćwiczyć, jeździć rowerem, spacerować itp., więc na tych paru kg się skończyło. Minęły wakacje (łącznie z sesją ok. 5 miesięcy), przyszło jakieś pierwsze powtórkowe kolokwium – nerwówa i znów chwyciłam za papierosa. Byłam na siebie wściekła, ale paliłam.

Trzeci raz zrobiłam to w trochę prozaicznych okolicznościach. Mianowicie zaczęło mi dokuczać gardło – jakieś pieczenie, drapanie. Okazało się, że przypętał się jakiś nieżyt. Rozpoczęłam intensywne leczenie. Papierosy jakby przestały mi smakować. Spróbowałam to wykorzystać i rzucić palenie na dobre. Jednakże tym razem papierosy leżały wszędzie na widoku, w zasięgu ręki … – nie wyrzuciłam ich. Gdy przychodzili znajomi, częstowali się i w ten „naturalny” sposób zniknęły z mojego życia. Nie palę do dziś – 31 października będę obchodzić 18 rocznicę. Jestem z siebie dumna. Owszem przytyłam trochę, ale do tych kilku kilogramów ciała miałam tym razem pozytywne nastawienie i muszę powiedzieć, że ta waga po krótkim czasie „stanęła w miejscu” i utrzymywała się przez wiele lat. Teraz mam znowu … kg więcej, ale nadal utrzymuję się w tolerancji mojej normy wagowej i nie palę.

Jestem z siebie dumna, że wytrwałam, czego z całego serca życzę wszystkim chcącym powiedzieć papierosom NIE.

Wczoraj, w pierwszym dniu jesieni było cudownie; słonecznie i ciepło. Postanowiliśmy wybrać się do ogródka i zrobić trochę porządku z liśćmi, które były wszędzie. W czasie odpoczynku przyglądaliśmy się naszym rybkom – można to robić godzinami, ale dzień jest coraz krótszy, a prac jesiennych (niestety) sporo.

Sprawdziłam winogrona, bo należą one do wczesnych, a w tym roku spóźniają się z dojrzewaniem. Okazało się, że są już dobre – takie oto:



Dziś do południa udaliśmy się znów na działkę – po winogrona i zanim osy zorientowały się, że znika ich przysmak, uzbierała się pokaźna górka owoców.



Trochę zostało do pojedzenia, a  większość zbioru znalazła się w butli – będzie winko, bardzo smaczne (bez żadnych przyspieszaczy i wzmacniaczy - w niewielkiej ilości). W przyszłym roku (jak zwykle) będą się nim delektować znajomi.

piątek, 23 września 2005

Przeglądałam ostatnio czasopisma robótkowe w poszukiwaniu wzorków do wykonania ozdoby na ścianę do kuchni siostrzenicy i natknęłam się na takie oto ozdoby choinkowe (święta już za... 3 m-ce):

                    

 

Myślę, że szydełkowe aniołki i gwiazdeczki pogodzą się z krzyżykowymi bombkami, bo mam zamiar takie ozdoby wykonać – no może nie wszystkie.


No i jeszcze inne ozdoby. Koleżanka, która przeglądała te same gazety stwierdziła, że mam ją nauczyć robić frywolitki. Dawno temu próbowałam je robić igłą, ale odstawiłam i nie bardzo miałam ochotę do nich wracać, mimo że bardzo mi się podobają. No i mam za swoje: „naucz mnie, bo Ty umiesz wszystko…” – nie potrafię wszystkiego, ale będziemy się uczyć frywolitek czółenkowych. Och, jak trudno znaleźć jest w sklepach te czółenka, ale w końcu udało się.

           
Na początek spróbujemy zrobić coś małego, jak np. to:

czwartek, 22 września 2005

Idąc do sklepu minęłam kobietę z dzieckiem. 

Usłyszałam za sobą taki dialog:

Kobieta: podnieś ten papierek, wrzucisz do kosza.

Dziecko (lat ok. 5): tu nie ma kosza.

Kobieta: tam dalej jest kosz, tam wrzucisz, bo będziesz sprzątać świat ...

Hmm… Gdyby wszyscy, mający pod opieką swoje dzieci lub wnuki tak reagowali,  to byłoby czysto na naszych ulicach, skwerkach, klatkach schodowych itp. Tylko po co zaraz straszyć (wyczuwało się w głosie) sprzątaniem świata?!

Reakcja taka powinna skierowana nie tylko do dzieci przedszkolnych, ale również tych starszych - młodzieżą się mieniących.

 

Aaach - marzenia szybują po niebie – jak nie pada …